Obozy Zimowe 2024 Zakończone

Obozy Zimowe 2024 Zakończone

W sobotę zakończyliśmy obydwa obozy, Trampkarze powrócili z Dzierżoniowa, a Młodsze grupy są już w domu po wyprawie do Barcic.

Sobota

Młodzikom, orlikom i żakom, po tygodniu pracy pozostało tylko w sobotę spakować się, posprzątać swoje pokoje i punktualnie o 9:30 mogliśmy ruszyć w drogę powrotną do Krakowa. Na koniec żegnała nas piękna wiosenna pogoda i trochę szkoda było, że już nie będziemy mogli potrenować w takich warunkach. Trasa przebiegała płynnie więc chwilę przed 12:00 wyśledliśmy z autokaru przy Chałupnika i przywitały nas ciepłe uśmiechy rodziców.

W Dzierżoniowie mieliśmy jeszcze poranek na boisku. Gra wewnętrzna pomiędzy rocznikiem 2009 i 2010 była ostatnim akcentem sportowego wyjazdu. Starsi pozwolii sobie na potknięcie i przypilnowali korzystnego wyniku, ale młodsza ekipa nie pozwoliła na chwilę rozluźnienia. Po spakowaniu rzeczy i obiedzie, do pokonania została wyraźnie dłuższa trasa niż z Barcic, jednak i z Dolnego Śląska wracało się bardzo szybko. Około 17:00 zameldowaliśmy się w Klubie i do wtorku, możemy oddać się odpoczynkowi. 

Składamy serdeczne podziękowania zarówno zawodnikom biorącym udział w obu obozach, sztabom trenerskim za opiekę oraz rodzicom zawodników za zaufanie, którym kolejny raz nas obdarzyli. Zawsze bardzo cenimy sobie czas spędzony na obozach więc myślami już jesteśmy przy początku sierpnia i kolejnej przygodzie, ale póki co wracamy do codzienności i cieszymy się, że za oknami już wiosna. Będzie się trenowało z dużą przyjemnością. 


Piątek

Trampkarze podczas pierwszego treningu mieli w planie popracować nad finalizacją i pobudzić się jeszcze akcentem szybkości. O ile szybkości już nie było łatwo wykrzesać, to strzałów do bramki zawodnicy oddali bardzo dużo i z bardzo dużą przyjemnością więc najbardziej zapracowanymi ludźmi tego ranka byli bramkarze. Na jedyny oddech mogli liczyć tylko, kiedy któryś z kolegów pokręcił ćwiczenie i trzeba było korygować ustawienie.

Popołudniu podzieliliśmy się na dwie grupy. Starsza (i nie mówimy tu tylko o roczniku 2009, ale też o przebranych w stroje do gry, zawyżających metrykę jeszcze bardziej trenerach Krzyśku i Mateuszu) zorganizowany miała trening futsalowy oparty głównie na grach turniejowych. Okazało się jeszcze raz, że nie ma co komu wypominać peselu, bo zespół złożony z najstarszych „zawodników” wytrwał na boisku chyba najdłużej. 2010 rocznik rozegrał natomiast jeszcze jeden sparing z miejscowym AP Dzierżoniów. Po ostatnich sparingach, kiedy to byliśmy ciągle pressowani, tym razem czasu na boisku nasi zawodnicy mieli nieco więcej, co przełożyło się na finezję i koronkowe akcje. Ozdobą turnieju i kandydatką do nagrody imienia Pusksa za ten rok, zostało trafienie z przewrotki Kuby Cichego i możemy powiedzieć tylko wzorem sprawozdawców radiowych, SZKODA, ŻE PAŃSTWO TEGO NIE WIDZIELI.

Wieczorem mieliśmy ostatnie warsztaty, które powinny porządnie dowartościować każdego z zawodników, a jeszcze późniejszym wieczorem, zahaczającym już o ciszę nocną (wszak zielona noc) ponownie wskoczyliśmy w stroje sportowe i spotkaliśmy się na hali, ale tym razem zamiast piłek do piłki nożnej wzięliśmy te do siatkówki i koszykówki… Było dużo śmiechu, ale wniosek jest taki, żeby jednak zostać przy starej, dobrej kopanej.     

***   ***   ***

Młodsze grupy piątek także miały mocno intensywny. Na szczęście po śniadaniu wiatr trochę odpuścił, co prawda zamiast tego trochę pokropiło, ale temperatura pozwoliła na całkiem przyjemne zajęcia. Młodziki poranny trening na boisku oparły na małych grach, ale pojawiła się większa liczba bramek więc i kierunków do możliwego ataku. Orliki i Żaki swój trening miały w hali. Orliki po części ogólnorozwojowej nie forsowały tempa przed popołudniowym sparingiem, natomiast żaki wręcz przeciwnie, tempo nakręcało się samoczynnie, czemu sprzyjały zajęcia oparte w całości na zabawach.

Popołudniu mierzyliśmy się towarzysko w dwóch kategoriach z zespołami miejscowej Barciczanki. Orliki na dwóch boiskach równolegle grały w 7- i 5-osobowych składach. Z bardziej wybieganym i zdecydowanym w obronie przeciwnikiem znaczące było to, że potrafiliśmy wygrywać pojedynki dryblingiem, ale trzeba oddać, że chłopcy przeciwstawili się zdecydowanej, a może i nawet momentami agresywnej grze przeciwnej drużyny. Po nich na scenie pojawiły się Młodziki, ponownie podzieleni na dwa składy. W pierwszej połowie grał głównie rocznik 2011. Posiadanie piłki było na wysokim poziomie, próby zaskoczenia bramkarza rywali pojawiały się regularnie, szczególnie często staraliśmy się uderzać z dystansu (może nawet za często), ale ponownie bardzo mały odsetek tych strzałów znajdywał drogę miedzy słupki. W drugiej części spotkania na boisku pojawił się rocznik 2012. Chłopcy starali się bardzo mocno skracać pole gry przeciwnikom, szybko doskakiwać do odbioru i to w bardzo odważny sposób, kryjąc z tyłu często bez asekuracji. Otwierało to rywalom przestrzenie do kontrataku, ale jesteśmy pewni, że szkoleniowo przyniesie to dużo korzyści. Tym bardziej, że dzięki temu mieliśmy bardzo dużo z gry, a bramka z półwoleja Kamila Grzyba, uplasowałaby się pewnie niedaleko za przewrotką z Dzierżoniowa, jeśli chodzi o top goals dzisiejszego dnia na świecie. Żakom niestety nie udało się zorganizować sparingpartnera więc wzamian cały czas na hali poświęciliśmy na grę, a kto tylk na tyle podrósł, wspomógł kadrowo starszych kolegów.

Po kolacji zebraliśmy się wszystkimi grupami, aby podsumować obóz. Docenieni zostali najmłodsi uczestnicy wyjazdu, którzy w tym roku pokazali wyjątkowo dzielną postawę. Brawa otrzymali też zawodnicy, którzy ze 100-procentową regularnością, co pół roku uczestniczą w naszych obozach, czy półkoloniach. Finalnym spostrzeżeniem było jednak to, że zawodnicy z tylu różnych grup i kategorii potrafili stworzyć ekipę, która (mimo kilku potknięć) fantastycznie się wspierała i bawiła podczas tych 7 dni w Las Vegas, co jest dla nas zawsze największą dumą i motywacją do organizacji kolejnych wyjazdów. A skoro przy wyjazdach jesteśmy, to zgodnie z planem, wyruszamy jutro w drogę powrotną o 9:30 więc w samo południe zameldujemy się w domu, przy Chałupnika.


Czwartek

Rano po śniadaniu odbyły się sesje treningowe wszystkich grup. Młodzicy pracowali nad bronieniem, głównie w formie gier w równowadze. Orliki, ze względu na sparing w porze obiadowej, miały krótszy trening, na którym skupiliśmy się przede wszystkim nad otwarciem gry, ale też w ramach pobudzenia pojawiły się ćwiczenia strzeleckie. Żaki natomiast w głównej części zajęć troszkę się nabiegały, bo pojawiły się fragmenty gier imitujące szybkie ataki.

Jak wspomnieliśmy, w porze obiadowej, kiedy pozostałe drużyny zajadały się kalafiorową, orliki wzięły udział w trójmeczu z Sandecją Nowy Sącz i Starem Starachowice. Mecze w formacie 9-osobowym były novum dla większości naszych zawodników, raczej nie staramy się jeszcze organizować takich gier w tej kategorii wiekowej, ale pozostałe drużyny, też widać, że jeszcze nie odnajdywały się najlepiej w takich okolicznościach. Swoją wartość oczywiście te sparingi miały. Widać było dobrą współpracę w dwójkach i trójkach na mniejszych wycinkach boiska, szczególnie w ćwiczonym ostatnio otwarciu akcji. Dało się też już zauważyć małą różnicę na plus w pojedynkach podejmowanych w ataku i większą determinację w odbiorze piłki.

Gdy orliki jeszcze grały, swój drugi trening rozpoczęły żaki. Temat główny pozostał ten sam (zwroty, zwody), a tym razem dodatkiem do tego było dużo strzelania i gry z kilkoma kierunkami ataku. Najpóźniej na boisko wyszli młodzicy, którzy w ramach rozgrzewki doskonalili prowadzenie piłki, a później rozgrywali turniej wewnętrzny ustawiony tak, iż promował drużyny broniące wysokim pressingiem, a całość zamknęła duża gra wewnętrzna.

Po kolacji zorganizowaliśmy już ostatnie warsztaty. Test koncentracji rozwiązywaliśmy tym razem w parach i okazało się, że (parafrazując dowódcę Pingwinów z Madagaskaru) Współpraca się zwraca. Wyniki par były w każdym wypadku wyższe niż suma wyników indywidualnych testów. Drugą częścią warsztatu było ćwiczenie, w którym w małych grupach, staraliśmy się zasypać każdego z uczestników samymi pozytywami, jakie w nich dostrzegamy – a nie wszyscy chyba zdawali sobie sprawę z tego, jak wartościowymi mogą być dla swoich kolegów. Na dobranoc większość chłopców planowała oglądać mecz Legii z Molde, ale jeszcze w trakcie pierwszej połowy w ramówce zaczął przeważać Spiderman więc to był znak, że najwyższa pora przymknąć oczy i wyczekiwać na piątek – ostatni dzień treningowy w trakcie obozu. 

***   ***   ***

Poranek w Dzierżoniowie był jeszcze całkiem energiczny. Po śniadaniu cały zespół mógł w spokoju pracować nad budowaniem gry, nad doskonaleniem przyjęć i podań oraz poszukiwaniem wolnej przestrzeni. Do poziomu oraz intensywności nie było co się przyczepić. Może dodatkowym motorem napędowym była zapowiedź czekającej już na chłpaków po zajęciach odnowy biologicznej. Balia z lodem nie odstraszyła nikogo, a nawet trzeba było pilnować, żeby nie było prób bicia rekordów czasu spędzonego w zimnej wodzie. Dla kontrastu Jacuzzi z przyjemną, ciepłą wodą, ale stąd też trzeba było kilka osób wygonić i pokrzyżować im plany przejęcia wanny przez zasiedzenie.

Popołudniu na zajęciach mięśnie może były nieco bardziej rozluźnione, dzięki wcześniejszym zabiegom, ale sił na cały trening nie starczyło. Kiedy intensywność wyraźnie się obniżyła, Trenerzy wprowadzili plan B. Chłopaków pewnie czeka niejeden mecz w pucharach w przyszłości więc w razie, gdyby kiedyś przytrafiła się dogrywka, która nie przyniosłaby rozstrzygnięcia, nadarzyła się świetna okazja, aby przetrenować rzuty karne. Dłuższa rywalizacja, rosnąca presja... wiadomo to jednak nie mecz, ale i tak, mała gra nerwów występowała.

Wieczór spędzony był na analizie meczu 2010 rocznika ze Ślaskiem. Sporo ciekawych wniosków omawianych z bardzo aktywnymi zawodnikami. Zauważyliśmy kilka pozytywnych zmian w sferach, nad którymi pracowaliśmy ostatnim czasem i generalnie więcej plusów niż później w relacji z Łazienkowskiej i meczu Legii z Molde. Mecz i zmęczenie skłaniały jednak do wcześniejszego położenia się spać, żabyśmy mogli dobrze wykorzystać jeszcze końcówkę obozu.


Środa

Dzisiaj ponownie wsiedliśmy w autokar i na chwilę opuściliśmy Dzierżoniów. Po śniadaniu trampkarze pojechali do Wrocławia, gdzie rozegrali dwa mecze z zespołami Śląska. Spotkanie rocznika 2009 było mocną lekcją pressingu i szybkiej gry. Szczególnie w pierwszej połowie mieliśmy problem dostosować się do tempa meczu, co jakiś czas udało nam się wyprowadzić akcję ofensywną, ale żeby robić to regularnie przeciwko tak agresywnie grającym zespołom, musimy jeszcze sporo popracować i nabrać doświadczenia w takiej formie rywalizacji. Równie dynamicznie było na innym boisku, gdzie grały zespoły rocznika 2010. Tutaj jednak na początku obu części spotkania wyglądaliśmy solidnie, a w ich końcówkach dopiero brakowało sił na dotrzymanie kroku WKS-owi. Z każdego względu świetną sprawą było zagrać przeciwko takim przeciwnikom więc wielkie dzięki dla Śląska za sparingi.

Po powrocie mieliśmy nieco czasu na oddech. Pojawiły się gry karciane, Tysiąc, Uno, a także zasiedliśmy na trybunach hali sportowej podczas meczu piłki ręcznej kobiet, aż wreszcie odbyliśmy warsztaty. Tym razem ich temat podchodził trochę pod komunikację, ale głównym celem było zrozumienie jak i dlaczego tworzymy grupy, co nam one dają, ale też, jakie pułapki mogą w związku z nimi się pojawiać. Co ciekawe, za materiały dydaktyczne posłużyły nam tak popularne w czasie tego wyjazdu karty do gry

Po kolacji, w ramach odnowy biologicznej, spacerkiem udaliśmy się na basen miejski, gdzie w luźnej atmosferze spędziliśmy niemal godzinę w wodzie. Oczywiście więcej niż pływania było różnych zabaw i gier, ale skoro dobry nastrój jest kluczowy dla odpoczynku, to powinniśmy być zregenerowani w mgnieniu oka. Parę osób, które nie chciały sobie dawać pretekstu na złapanie przeziębienia, zostało w Hotelu i spontanicznie zorganizowało Drużynowe Mistrzostwa Zimowe w Tenisie Stołowym. Kapituła zawodów jeszcze zastanawia się nad regulaminem więc ostateczne wyniki dotrą dużo później. Prawdopodobnie dotrą. Dzień okazał się mocno energochłonny i wieczorem szybko poszliśmy do spania. Dobrze się wyspać przed jutrem to będzie podstawa, bo wracamy do pracy z dwoma treningami w planie.  

***   ***   ***

Swój poranny sparing w Barcicach rozegrały młodziki, wychodząc na boisko przeciwko Kalwariance, z którą dzielimy w tym tygodniu ośrodek. Graliśmy w zasadzie na dwa składy. Gdy na murawie przebywał rocznik 2012, mimo gorszych warunków fizycznych, chłopcy starali się budować akcję bez obaw, wchodzić w pojedynki zarówno w  ofensywie i defensywie, dzięki czemu regularnie udawało się przyspieszyć i wyprowadzić akcję pod bramkę rywali, ale to tam dzisiaj pojawiał się kłopot nieskuteczności i szkoda, że nie wykorzystaliśmy aż tylu stworzonych szans. Rocznik 2011 też miał przeciwko sobie wymagającego przeciwnika i mecz nie był tak otwarty, ale widać było, że utrwalają się już niektóre nawyki, nad którymi pracujemy w czasie wyjazdu. Kilka wniosków wyciągniętych, jutro będzie można nanieść korekty a w piątek powinna być okazja do kolejnego sprawdzianu opanowania materiału w następnej grze.

Młodsze zespoły miały chwilę, by pokibicować starszym kolegom, a później rozpoczęły trening w hali. W nocy popadało, przez co boisko było nieco śliskie i dla bezpieczeństwa woleliśmy trenować pod dachem. Orliki rozpoczęły od doskonalenia czucia piłki i zabaw z siłowaniem. Później, przy okazji gier na małej przestrzeni było kilka momentów, gdzie zawodnicy mogli z trenerem podyskutować o możliwych wyborach, aby jeszcze lepiej rozumieć grę i w przyszłości bardziej świadomie działać na boisku. Żaki zaś popracowały początkowo z piłeczkami tenisowymi nad koordynacja ruchową. Później, gdy wymieniliśmy już piłki na te właściwe, było sporo prowadzenia futbolówki, rzuciliśmy sobie wyzwanie (to znaczy rzucamy je sobie już regularnie na tym obozie, ale może wreszcie warto było o tym wspomnieć), aby jak najczęściej podnosić wzrok nad piłkę więc zadanie wcale nie było takie proste. W części głównej oczywiście dalej wałkowaliśmy zwody.

Popołudniu wybraliśmy się do Aquaparku w Chełmcu. Tutaj chłopcom włączył się tryb bojowy i po skutecznym namierzeniu zjeżdżalni rozpoczął się szturm na tę atrakcję. Później oddział się jednak rozproszył i podzielił na desantowców jacuzzi, oddział atakujący masaże wodne oraz pogromców brodzika i dzwonka wodnego, pojawiła się także tradycyjna brygada jednostek pływających między linami.

Relaks w basenie był ewidentnie bardzo skuteczny, gdyż mieliśmy bardzo energetyczny wieczór. 1,5 h na sali, gdzie żaki odbywają treningi, poświęciliśmy na gry wszelakie, za wyłączeniem piłki nożnej. Była koszykówka, była siatkonoga, było zawijanie kolegów w materacowy naleśnik  oraz zabawa w ruchomego ping-ponga z wykorzystaniem rąk, tyczki i piłeczki tenisowej, ale chyba powinniśmy ogłosić konkurs na oficjalną, prostą do zapamiętania nazwę dla tej gry. Siłą rozpędu, po powrocie załapaliśmy się na mecz Ligi Mistrzów, niestety tylko na pierwszą połowę i nie wszystkim było dane zobaczyć bramkę Lewandowskiego, ale dzień pełen emocji wymagał położenia się pod kołdry, aby juto normalnie funkcjonować. Dzisiejszy sparing rozpoczął dłuższy serial więc szkoda byłoby być nie w formie.


Wtorek

Poranek na Dolnym Śląsku trampkarze zaczęli oczywiście od śniadania, a następnym punktem programu była wycieczka do Sztolni Walimskich. Sport bywa czasami wymagający, ciężki, ale uprawia się go, gdyż finalnie zazwyczaj przynosi satysfakcję i klika innych pozytywnych emocji. Nie samym sportem jednak żyjemy i dzisiaj mieliśmy okazję poszerzyć horyzonty i podjąć oprócz tego kilka niełatwych tematów z dziedziny historii, a dokładniej okresu II wojny światowej. Podczas wycieczki po fragmentach militarnego kompleksu „Riese”, przewodnik przekazywał nam nie do końca wyjaśnioną historię tych fortyfikacji, ale też fakty o realiach tego chyba największego konfliktu zbrojnego w dziejach. Przekaz musiał być naprawdę mocny, gdyż powrót autokarem do ośrodka przebiegał w nietypowej dla naszych zawodników ciszy.

Po południu wracaliśmy już jednak głowami, i resztą ciała w sumie też, do piłki. Trening był kontynuacją wczorajszych zajęć dotyczących obrony niskiej, ale dzisiaj włączyliśmy w działania cały zespół. Wcześniej była jeszcze dość rozbudowana część wstępna poświęcona aspektom technicznym głównie podań i trochę motoryki. W tym miejscu warto poświęcić chwilę i pochwalić pięciu zawodników, którzy z kategorii młodzika, za dobrą pracę wykonywaną jeszcze w Krakowie, zostali zaproszeni na wyjazd ze starszymi kolegami i swoją postawą w Dzierżoniowie potwierdzają, że decyzja była trafiona.

Ostatnim akcentem wtorkowego programu była analiza spotkania, które jeszcze przed wyjazdem Zespół rocznika 2009 rozegrał sparingowo przeciwko Wiśle Kraków. Mimo że w tym meczu to przeciwny zespół był stroną dominującą, znaleźliśmy pozytywne aspekty naszej gry, które warto w chłopcach utrwalać, ale rzecz jasna dużo mogliśmy wyłapać też elementów, które należy (a teraz już bardziej świadomie) poprawić.

***   ***   ***

W Las Vegas (jak ładnie to brzmi, prawda?:) wczesne poranki nam służą. Co prawda zapas czasowy od wstania z łóżka do zbiórki na śniadanie nie był tak duży, jak był we wcześniejszych dniach, ale wszyscy punktualnie stawili się na posiłek. Pierwszy trening młodzików oparty był o szybkie ataki, które dobrze przeprowadzone, powinny kończyć się w przewadze liczebnej. Sporo czasu poświęciliśmy też na część motoryczną i doskonalenie szybkościwej. Orlicy, korzystając z dobrej aury, trenowali dzisiaj na świeżym powietrzu i wykorzystywali większą przestrzeń, dzięki czemu mogli swobodnie popracować nad otwieraniem swoich akcji i zdobywaniem przestrzeni na boisku. Żaki ciągle trenowały w hali. W części motorycznej uzupełniliśmy zajęcia piłkarskie odrobiną zapasów, pograliśmy też w biegowe „Kółko i Krzyżyk”,  ale większość treningu opierała się na ćwiczeniu zwodów i wykorzystywaniu ich w grach.

Po obiedzie układ treningów był podobny, młodziki miały już bardziej płynne i dłużej trwające gry, orliki kosztem ćwiczeń ogólnorozwojowych i koordynacyjnych także miały więcej czasu poświęcone na same gry, a najmłodsi zawodnicy dołożyli do planu zajęć pracę nad techniką biegania i także dostali więcej przestrzeni do końcowej gry, naprawdę było już się gdzie rozpędzić. Czas pozostały do kolacji wykorzystaliśmy na przygotowanie prania, a kto już się z tym uporał zazwyczaj kierował się do stołu piłkarzyków. Oj nie jesteśmy pewni, czy po naszym obozie, nie będzie on musiał przypadkiem zostać wysłany na długi, porządny urlop, żeby odpocząć.

Po kolacji chłopcy mogli się zrelaksować w jacuzzi, a żeby wygrzać młode kości, mogli wejść na kilka chwil do sauny, oczywiście miała to być przede wszystkim ciekawostka więc przykręciliśmy temperaturę na odpowiednio niski poziom. Środowe przedpołudnie będzie przedpołudniem sparingów na obydwóch wyjazdach więc dzisiaj wieczorem już pełna koncentracja w pokojach, jutro będziemy zwarci i gotowi.


Poniedziałek

W Barciach od rana mieliśmy dosyć wietrzną pogodę, ale było sucho i co najwyżej chłodno więc po pożywnym śniadaniu młodzicy sopowiendnio się ubrali i mogli bez obaw wyjść na trening. Dzisiejszym tematem były wbiegnięcia za linię obrony więc siłą rzeczy zawodnicy mogli też wykonać dużo szybkich ataków i uderzeń do bramki. Orliki i żaki godzinę później rozpoczynali swoje treningi w hali. Obydwie młodsze grupy rozpoczęły od zabaw motorycznych oraz zadań technicznych z piłkami. Orliki pracowały dużo nad grą z postępem akcji do przodu, starając się przemknąć między pressującymi rywalami. Żaki ciągle doskonaliły zmiany kierunków prowadzenia piłki, ale do tego doszło już więcej elementów zwodów.

Ponieważ dzień zaczynamy nieco wcześniej niż zakładaliśmy, także obiad, a co za tym idzie, cisze poobiednią, w trakcie której chłopcy mogą dzwonią opowiadać swoje wrażenia, mamy nieco wcześniej, bo rozpoczynamy ją po 13:00 i kończymy przed wyjściem na treningi. Popołudniu pierwsze na halę wychodzą młodsze grupy. Tematy treningów pozostały te same, jednak warunki, w których zawodnicy doskonalili umiejętności były już bardziej wymagające, a ćwiczenia sprawiały, że musieli działać jeszcze szybciej. W zajęciach pojawiły się też elementy ogólnorozwojowe, a zakończyły je dłuższe gry. Także młodziki kontynuowały temat z porannego treningu, rozbudowując go o elementy większej presji ze strony przeciwników.

Przed kolacją zdążyliśmy odbyć jeszcze bardzo wartościowe warsztaty, których tematem było zjawisko stereotypów. Na ciekawych przykładach, jak się później okazał prawdziwych, przekonaliśmy się jak można nietrafnie ocenić człowieka, kiedy mamy do dyspozycji tylko część informacji o nim. W zajęciach teoretycznych naturalnie od prawdziwych problemów dzielił nas spory dystans, ale kilka spostrzeżeń i tak wydawało się trafiać mocno do wyobraźni naszych młodych zawodników. Żeby zrównoważyć atmosferę, po kolacji było nieco bardziej wesoło, gdyż mieliśmy występ muzyczny, a humorów nie popsuła nawet kontrola czystości w pokojach, która wypadła całkiem pozytywnie.

***   ***   ***

W Dzierżoniowie dopiero pierwszy poranek, ale za to rozpoczęty całkiem wcześnie. Po śniadaniu szybko i sprawnie udaliśmy się na trening, zresztą miejscowy OSiR ma to do siebie, że wszystko mamy tutaj na miejscu i nie marnujemy czasu. Boiska, halę, siłownię, odnowę biologiczną… no może tylko na basen kryty będziemy musieli kawałek przejść. Od naszej ostatniej wizyty boisko ze sztuczną nawierzchnią doczekało się modernizacji i tak teraz mamy świeżą jeszcze murawę oraz balon przykrywający pełny wymiar boiska.  Warunki do treningu więc są świetne, niezależnie od warunków pogodowych. Trening zaczął się od ćwiczeń doskonalenia czucia piłki, ale główny akcent położony był później na grę w wysokiej obronie i kierunkowanie pressingu. W naszej idei gry chcielibyśmy jak najczęściej odbierać piłkę jak najbliżej bramki rywali więc mamy nadzieję, że tę fazę będziemy mogli często doskonalić również w meczach.

Popołudniu, zregenerowani po obiedzie i dłuższej chwili na odpoczynek, drugą sesję treningową oparliśmy ponownie na obronie, ale zeszliśmy tym razem pod własną bramkę. Szczególnie skupiliśmy się na działaniach linii obrony, wzajemnej współpracy i komunikacji obrońców. Akurat w takich okolicznościach nie chcielibyśmy się znajdować w meczach zbyt często, ale na pewno i to będzie się zdarzało więc staramy się być odpowiednio przygotowani.

Po kolacji przyszedł czas na program edukacyjny. Tego dnia temat pokrył się z warsztatami z Barcic, ale dyskusja i to intensywna, weszła na jeszcze bardziej świadomy poziom. Padło wiele spostrzeżeń, budujących zarówno uczestników, jak i prowadzących. O tym, jak wszyscy wciągnęli się w temat, niech zaświadczy fakt, że z przewidywanych 45 minut zrobiło się 80 minut wymiany poglądów.   


Niedziela

Wcześniej dzień musieli zacząć, wyjeżdżający w daleką trasę Trampkarze. Już o 7:00 rano na Wieczystej panował spory ruch. Droga do Dzierżoniowa podzielona jednak była na etapy. Pierwszy prowadził do Dąbrowy Górniczej. Tam czekały „Żółto-Czarnych” mecze z miejscowym MUKP. Zarówno rocznik 2010 i 2009 mierzyły się z wymagającym rywalem o dobrych warunkach fizycznych. Spotkania miały diametralnie inny przebieg, młodszy zespół musiał odpierać ataki rywali, natomiast starsi koledzy częściej prowadzili grę od gospodarzy. Obydwa mecze były na pewno wartościowym preludium do czekającego zawodników tygodnia obozu.

W dzierżoniowskim OSiRze zameldowaliśmy się kilka chwil przed 17:00. Podział na pokoje był już gotowy więc szybko można było przejść do rozpakowywania rzeczy i chwili relaksu po drugiej części podróży między Górnym a Dolnym Śląskiem. Trasa plus mecz na pewno wpłynęły na apetyty więc do obiadokolacji nie trzeba było nikogo drugi raz zapraszać, a po niej mieliśmy zaplanowany tylko jeden punkt programu.

Wieczorem usiedliśmy wspólnie do omówienia regulaminu obozu, a później trzeba było doładować baterie, i mowa wcale tutaj nie jest o telefonach (chociaż w sumie na pewno też by się przydało). Intensywny dzień dał się we znaki zawodnikom i, o ile zazwyczaj pierwsze wieczory na obozach są długie i dosyć hałaśliwe, tak tym razem cisza nocna przyszła naturalnie sama i nawet nieco wcześniej niż zakładano.

***   ***   ***

Tymczasem w nie tak odległej galaktyce, w Barcicach też nie próżnowaliśmy. Śniadanko rozpoczęte nieco wcześniej niż w planie, ale przy tylu smakołykach potrzebujemy więcej czasu i to nie tylko na samo jedzenie, ale nawet już na wybór, co nałożyć na talerze. Następnie niedzielny poranek nieco zwolnił. Część chłopców udała się na mszę świętą, część została w ośrodku, ale później już wspólnie udaliśmy się na spacer na platformę widokową w pobliskiej Woli Kroguleckiej. Trasa pod górkę dobrze nas dotleniła, nogi też trochę popracowały, a na miejscu, kontrolne zdjęcie i okolica okazała się bardzo malowniczym miejscem… idealnym do pogrania na telefonach. Ale co by nie powiedzieć, oficjalnie czas spędzony na świeżym powietrzu został odhaczony.

Obiad i cisza poobiednia wystarczyły, by zregenerować siły po wyciecze i z dużym entuzjazmem wejść w treningi. Młodziki popracowały dzisiaj nad działaniami indywidualnymi w obronie. Zawodnicy starali się poprawić umiejętność wygrywania pojedynków, ale tym razem z perspektywy gracza bez piłki. Popołudniu aura była bardzo przyjemna więc na otwartym boisku do starszej grupy dołączyła dzisiaj też drużyna orlików. Razem z Trenerem Króliczakiem chłopcy doskonalili prowadzenie piłki i to na całkiem dużych szybkościach, gdyż w dalszej części zajęć pojawiły się gry falowe doskonalące atak szybki. Żaki swój trening rozpoczęły nieco później w hali. Tematem były zmiany kierunków prowadzenia piłki i gry 1 na 1, ale wszystko poprzedzone zabawami na rozgrzewkę i zakończone większą grą.

Przed kolacją zostało jeszcze trochę czasu na grę w piłkarzyki stołowe i w karty, a nieco więcej okazji do integracji chłopcy mieli po kolacji. Tego wieczoru z zajęć zorganizowanych mieliśmy tylko szybki test koncentracji, resztę czasu można było poświęcić na zabawę we własnym gronie i przy okazji lepiej się poznać. Jutro czekają nas już dwa treningi więc intensywność pracy się podniesie, co wszyscy chyba podświadomie wyczuli, bo na korytarzach szybciej niż poprzedniego wieczoru zapanował spokój, zmącony tylko gdzieniegdzie odgłosami chrapania.


Sobota 

Już przed godziną 8:45 przy Chałupnika na zbiórce przed wyjazdem zaczęli pojawiać się pierwsi zawodnicy. Nastroje od początku były bardzo pozytywne więc nie dziwi, że pakowanie poszło bardzo sprawnie. Droga pod Nowy Sącz przebiegła bardzo spokojnie. Nim wybiła 12:00 byliśmy już w Barcicach i meldowaliśmy się w ośrodku Las Vegas. Niestety sprowadziliśmy ze sobą deszczową pogodę, jednak prognozy mówią, że te opady będą tylko anomalią podczas naszego pobytu.

Mieliśmy niemal godzinę czasu, by rozgościć się w pokojach jeszcze przed obiadem. Po nim oczywiście krótka sjesta, chociaż w bardzo aktywnym wykonaniu jeśli chodzi o naszych chłopaków, a później przygotowywaliśmy się do pierwszych treningów. Młodzicy jako pierwsi wyszli na sztuczną murawę boiska miejscowej Barciczanki. Lekki deszcz cały czas spadał z nieba, ale ponieważ trenerzy chcieli zacząć plan treningowy na obozie od jednostki meczowej, to w czasie gry wewnętrznej nikt chyba nawet nie zwracał uwagi na lecące z góry krople wody. Mecz był podzielony na więcej fragmentów, żeby posprawdzać różne konfiguracje więc może jedynie w przerwach niektórzy zauważyli nieco wilgoci. Tym niezwykle przyjemnym akcentem, oficjalnie, boisko treningowe zostało przetestowane i zaaprobowane przez naszych zawodników.

Pół godziny po starcie treningu młodzików, misję „pierwszy trening” rozpoczęły żaki i orliki. Te drużyny przeszły na halę pobliskiej szkoły, gdzie w dwóch grupach pracowały nad doskonaleniem panowania nad piłką, pojedynkami jeden na jednego i zwrotnością z piłką, ale pojawiły się też akcenty ogólnorozwojowe oraz (to, co tygryski lubią najbardziej, czyli) gry na bramki z bramkarzami. Tutaj także rotowaliśmy grającymi ekipami, ale dobre zaplecze szkoły pozwalało zawodnikom, którzy czekali na swoją kolej na boisku, efektywnie wykorzystać ten czas.

Wieczorem po kolacji spotkaliśmy się razem, by wspólnie ustalić zasady, jakie mają nas obowiązywać podczas pobytu w Barcicach i na tej podstawie sporządziliśmy kontrakt obozu. Widać, że wielu zawodników ma już za sobą kilka wyjazdów, bo ich świadomość była godna uznania. Oczywiście było sporo śmiechu, ale doszliśmy do całkiem dojrzałych konkluzji. Teraz przed nami najtrudniejsza sprawa z regulaminem - trzymać się spisanych zasad do końca wyjazdu.

Po tygodniu odpoczynku planujemy spokojnie wprowadzać się w trening. Jutro przedpołudniem czeka nas więc jeszcze spacer na platformę widokową, a dopiero popołudniu popracujemy na boiskach. Jutro także z Krakowa skoro świt na obóz wyjadą Trampkarze, którzy obiorą kierunek na Dzierżoniów. Po drodze jednak  zaplanowany mają postój z grami kontrolnymi w Dąbrowie Górniczej. Od jutra zatem relacja może być bardziej rozbudowana, zapraszamy do śledzenia.